Minimalista, esteta, perfekcjonista. Raf Simons to jeden z czołowych, światowych projektantów, o którym zasadniczo poza światem mody nikt nic nie wie. Dlaczego?

Calvin Klein Kampania na jesień 2017 | calvinklein.pl

Bo jak każdy belgijski projektant ujawnia się tylko w swoich projektach. Następca Martina Margieli, Driesa van Notena i Ann Demeulemeester swoją karierę rozpoczął w 1991 jako projektant mebli. Proporcja, funkcjonalizm i forma te trzy zagadnienia, tak istotne dla projektanta sztuki użytkowej, przełożył w 1995 r. na męską modę, którą zaczął projektować otwierając własną markę.

Pierwszy i najdłuższy staż w innym domu mody przepracował dla niemieckiej projektantki Jil Sander – 12 lat pracy zakończył w 2012 roku i była to jedna z najtrudniejszych decyzji w jego życiu. Simons i Sander mieli dokładnie takie same podejście do mody – krój i kolor to te dwa aspekty są w ubraniu najważniejsze. Minimalizm, ale nie w wersji surowej, ale energicznej i nowoczesnej, takie kolekcje pokazywała marka, kiedy za jej sterami stał Simons.

Era Diora


Kolejna posada wymagała jednak wyjrzenia spoza pracowni i stania się bardziej medialną osobą. W 2012 r. Simons stanął na czele domu mody Dior. Większość ludzi dowiedziała się wówczas o projektancie po raz pierwszy, jednak skromny esteta był nie do końca tym, czego marka oczekiwała po pełnym teatralizacji i blichru okresie Johna Galliano.

Simons zmienił styl Diora – stworzył nowe oblicze kobiety – delikatnej, pewnej siebie, ubranej a nie przebranej! Gdy odchodził ostatni pokaz otrzymał owację na stojąco.

embed from highsnobiety.com

Amerykański sen


O tym, że Simons to prawdziwy kameleon świadczy jednak jego ostatnie stanowisko – projektant od dwóch sezonów kieruje amerykańską marką – CALVINEM KLEINEM. Wydawało się, że połączenie awangardowego projektanta i komercyjnego brandu, który utrzymuje się ze sprzedaży bielizny z własnym logo jest najdziwniejszym pomysłem na świecie, jednak nic nie dzieje się bez przyczyny. Simons z sukcesem wykonał rebranding Diora, a tego samego potrzebował KLEIN – znanego nazwiska, które zrobi prawdziwą rewolucję.

Simons postawił na powrót do korzeni domu mody. Postanowił skupić się na rodowodzie marki, jej amerykańskości i na tej zasadzie zbudować nowe pożądanie wśród kupujących. Już w pierwszym pokazie stworzył największy must have sezonu – pokazał garnitur w kratę, na którego punkcie oszalał świat mody.

Zaraz po nim natomiast na wybiegu pojawiły się jeansowe total looki – nawiązujące do ikonicznego dla Ameryki farmerskiego jeansu zestawione razem z kowbojkami. Te trzy elementy, krata, jeans i kowbojki, były kluczem całej kolekcji, która przełamana została typowo nowojorskimi, awangardowymi motywami, takimi jak bluzki ze swetrowymi rękawami, lakierowane płaszcze i koktajlowe sukienki. Ale to właśnie motyw tzw. „iconic pieces” („ikonicznych ubrań”) stał się najważniejszy.

W tym roku w MOMA w Nowym Jorku pokazywana jest ekspozycja, która zwraca uwagę na to jak najbardziej podstawowe elementy naszej garderoby, czyli np. biały T-shirt i jeansy, przetrwały dekady.

 

Najnowszy pokaz na wiosnę 2018 był dopełnieniem poprzedniego. Calvin Klein pokazał amerykańską modę jako nowoczesną, ale jednocześnie głęboko zakorzenioną w kulturze i tradycji kraju, w tym przede wszystkim w sztuce. Simons nigdy nie ukrywał, że uwielbia sztukę nowoczesną, w tym w szczególności dzieła twórcy współczesnej kultury popularnej – Andy’ego Warhola. To na tle jego dzieł tj. „Skull” (1976) i „Ambulance Disaster” (1963-64) i „Elvis 11 Times” (1963) Villy Vanderperre sfotografował jesienną kampanię marki. Pierwsze skrzypce grały tu bez wątpienia obrazy, przy których stali modele ubrani jedynie w białe koszulki i jeans. Ikona rodzi nową ikonę.

Calvin Klein Kampania wiosna 2017 | calvinklein.pl

U Kleina jednak nie tylko kampania, ale nawet wybieg miał pokazywać związek ze sztuką. Typowe dla sztuki nowoczesnej białe wnętrze określane mianem „white cube”, czyli białego kubusa, zostało wypełnione ławkami dla gości, nad których głowami zawieszono przypadkowe przedmioty – była to instalacja Sterlinga Ruby’ego sprawiająca wrażenie jakby sufit ciążył ku ziemi. Współpraca Ruby’ego z Simonsem trwa już od kilkunastu lat – to ten amerykański artysta projektował autorskie butiki Simonsa w Japonii i w Europie.

Najnowsza wiosenna kolekcja jeszcze bardziej rozwijała pojęcie ikony. Tym razem klasyczne zestawy, czyli spodnie i koszulę kowbojską odszyto z przypominającego satynę materiału w wyrazistych kolorach. Simons zrezygnował z klasyki wprowadzając w ubraniach więcej nowojorskiej awangardy. Poprzez nadrukowanie na wybranych elementach ubrań grafik Warhola połączył modę i sztukę. 

Jednak uwagę najbardziej przykuwały prochowe płaszcze i skórzane komplety, które wyglądały jakby zostałe pobrudzone sprayem czy falbaniaste sukienki sugerujące nawiązania do Abstrakcyjnego Ekspresjonizmu, w szczególności natomiast drippingu Jacksona Pollocka.

Patrząc na rozwój Simonsa od precyzyjnego projektanta mebli, przez minimalistyczną Jil Sander, dziewczęcego Diora, aż do  aktualnych awangardowych projektów dla Calvina Kleina nie można wątpić, że projektant potrafi zaskakiwać i jeszcze nie pokazał wszystkich swoich możliwości.

Do usłyszenia!

A.