Lubicie inwestować w polską modę? Jeżeli nie jesteście przekonani do ubrań myślę, że naprawdę warte każdej złotówki są akcesoria rodzimych marek. Możemy poszczycić się świetnymi projektantami torebek, biżuterii, bielizny i butów! Jeżeli mowa o torebkach natomiast to nikt na polskiej scenie nie wyrobił sobie chyba lepszej renomy od Zofii Chylak.

Bo czy każda z Was nie marzy o małej torebce, która niczym worek Hermiony pomieści wszystkie potrzebne rzeczy?

Zosia zadebiutowała na polskiej scenie w 2010 r. serią prostych, minimalistycznych toreb o geometrycznej formie – prostokątne shoppery stały się znakiem rozpoznawczym marki CHYLAK, ale to nie pierwsza a druga kolekcja sprawiła, że klientki oszalały na jej punkcie.

Jeżeli chodzi o mnie, w przypadku torebek szukam dwóch rzeczy: czerni i jakości, a do szczęścia potrzebuję  w szafie dwóch modeli – dużego shoppera, który pomieści laptop i mniejszej, codziennej torebki. Szukam zatem klasyki, ale nie nudy, lubię kiedy ubranie ma trochę modowego twistu. Dokładnie te dwa modele zaprezentowała w swojej kolekcji Zofia Chylak, dlatego naturalne stało się dla mnie dopisanie ich na listę must have.

Kapsułowa kolekcja składa się z torebek worków, czyli najbardziej praktycznego modelu – taki format pozwala na swobodne wrzucanie potrzebnych i przypadkowych rzeczy. Właśnie kształt zawiązywanego worka, uczynił z niej pojemny gadżet, który potrafi skryć naprawdę dużą zawartość (oj tak sprawdziłam!). Drugim atutem kolekcji było wzornictwo – włoskie skóry tłoczone na wzór pytona i krokodyla, które sprawiają, że klasyczna torebka nabiera dokładnie takiego twistu, o który mi chodziło.

Na koniec kwestia ceny – modele worków z metką made in Poland wahające się od 500 do 600 zł były warte każdej złotówki – zwłaszcza jeżeli pomyślicie sobie, że w ofercie Zary są torebki za 500 zł, których jakość jednak pozostawia wiele do życzenia.

Werdykt? Polskie wzornictwo w przystępnej cenie i poczucie niesamowitej dumy, że noszę rodzimy projekt i to z tak renomowaną metką.


Od pół roku jestem właścicielką małego, czarnego worka o wzorze pytona. Po 6 miesiącach namiętnego noszenia torebki (nie kupuję torebek na półkę, tylko noszę je codziennie, aż do zdarcia) stwierdzam, że skóra dalej ma świetną jakość, kształt powiększył się nieznacznie, ale to efekt tego, że traktuję ją trochę jak worek Hermiony. Póki co nie rozglądam się za nowym modelem już jednak wzdycham do kolejnej kolekcji Chylak – na lato 2017 zaproponowała wzornictwo inspirowane klasycznymi saszetkami Proenza Schouler i Diora, o prostokątnym kształcie i doczepianym pasku. Co pokaże projektantka na zimę? Przekonamy się już wkrótce 🙂

Jeżeli chcecie zobaczyć, jak torebka Chylak wygląda w moich stylizacjach koniecznie kliknijcie w zakładkę STYLE, gwarantuje Wam, że zobaczycie ją nie raz 🙂

fotografie moich stylizacji autorstwa wspaniałej Marty Chudek 🙂