Nie wiem czemu, ale podczas gdy latem lubię eksperymentować z modą i kupuję sezonowe trendy jesienią, zimą i wiosną jestem 100% minimalistką. Czerń, granat, biel i szarość to w przeważającej części moja jedyna paleta barw. Wiosna i jesień to dla mnie sezon na wzbogacenie szafy w ciągle brakujące basicowe ubrania, czyli tzw. statement pieces, które budują mój codzienny styl i bez wahania kupuję ich kolejne wersje, kiedy poprzednie nie nadają się już do noszenia.

Wiem, że zbudowanie solidnej podstawy swojej szafy wymaga czasu, ale jest też inwestycją finansową, dlatego postanowiłam napisać kilka słów o moich niezbędnych klasykach, które szczerze polecam kupić! Miłośniczki minimalizmu na pewno je docenią 🙂

Beżowy Trencz

Jest kilka takich rzeczy, bez których nie wyobrażam sobie swojej szafy, a jedną z nich jest bez wątpienia klasyczny trencz. Jaki kupić? Jeżeli chcesz ponosić go dłużej niż jeden sezon musisz zainwestować w klasyk – beżowy model z klapami, paskiem w talii i dwurzędowymi guzikami (opcjonalnie). W przypadku kupowania trencza warto wybrać taki, który nie będzie miał żadnych „dodatków”. Mówimy stanowcze nie kolorowym wstawkom, falbanom i innym wymysłom. Warto zainspirować się klasyką, czyli kultowymi trenczami Burberry i pokazami tego domu mody, który przecież zasłynął z zaprojektowania idealnego prochowca.

Przytulne swetry

Nie ukrywajmy. Lato trwa u nas zaledwie trzy miesiące, stąd inwestycja w sweter jest jak najbardziej wskazana. Dawno temu wyrosłam z kupowania w 100% akrylowych za 39,90 zł. Dobry sweter to taki, który ma wełnę, moher lub polamid i mniej niż 50% akrylu. Moje ulubione kupuję w sekcji H&M Premium, w Cosie i ostatnim okryciu – sklepie Arket. Ta sieciówka, niedawno otwarta przez H&M, ma naprawdę świetnej jakości ubrania (tam właśnie kupiłam klasyczny pasiak, który widzicie na zdjęciu). W przypadku swetrów moim bezwględnym numerem jeden są golfy! Tej zimy przekonałam się nie tylko do szarych i czarnych, ale beżowych.

Golfy można nosić w okresie przejściowym do sukienek z odkrytymi ramionami a nawet jako bazę do marynarek, dlatego warto mieć co najmniej w trzech kolorach i różnych krojach – dopasowane i oversizowe.

Nieśmiertelne Stan Smith

Nigdy nie miałam wygodniejszych butów. Stan Smith to dla mnie prawdziwe mistrzostwo. Ja wybrałam te z zielonym zakończeniem, ale pewnie równie ciekawe byłyby granatowe czy pudrowo różowe. W zasadzie nie sam model jest niezbędny w szafie, ale kolor. Białe tenisówki to moja prawdziwa obsesja. Pasują do wszystkiego, a szczególnie to bardziej wyjściowych stylizacji. Uwielbiam łączyć je z sukienkami i marynarkami, ponieważ niczego bardziej nie lubię niż wyglądania zbyt elegancko 🙂

Kultowy szalik Acne Studios Canada

Nie musi mieć słynnej metki skandynawskiego domu mody, ale na pewno powinien być szary i wełniany. Prosty szalik z frędzlami to obowiązkowy element w szafie wszystkich skandynawskich minimalistek, ponieważ czy można wyobrazić sobie element, który pasuje lepiej do długiego płaszcza i białych tenisówek? O moim ulubionym modelu od Acne Studios przeczytacie tutaj.

#liveinlevis

Potrzebowałam trochę czasu, aby się do nich przekonać. Bardzo długo byłam fanką denimu z H&M, pierwsze modele, które tam kupiłam były bardzo wytrzymałe i służyły mi latami – plus w ofercie były wszystkie kultowe kroje w tym moje ulubione mom jeans. Jednak ostatnimi czasy jakość denimu z H&M znacząco się pogorszyła, a spodnie po 4 miesiącach po prostu się rozpadały (raczej nie było to winą dodatkowych kilogramów 🙂 ). To uświadomiło mi, że chyba czas wydać na ukochane jeansy wiekszą sumę. Teraz już wiem skąd wziął się hasztag #liveinlevis – to naprawdę jedne z najlepszych na rynku jeansów. Mój model to Levi’s 501 Skinny, ale równie wygodne i z wysokim stanem są Levi’s Wedgie, który już jest na mojej liście zakupów.

Czarna torebka

Kiedyś kupowałam je na potęgę a najchętniej w Zarze. Co z tego jednak, skoro z kilkunastu modeli w szafie zawsze wybierałam jedną czarną? Rok temu uznałam, że nie bez powodu mama zawsze mówiła, że klasyczna skórzana torebka to inwestycja na lata. Ja powiem nawet więcej – to twój najlepszy dodatek. Szukając idealnej torebki naprawdę ciekawą ofertę znajdziecie wśród polskich marek. Czy wiedzieliście, że jesteśmy znani z tego, że robimy doskonałe akcesoria?

Jakiś czas temu w Londynie podeszła do mnie dziewczyna i zapytała się gdzie kupiłam torebkę (miałam słynny worek Chylak), stwierdziłam, że wymawianie trudnego nazwiska Brytyjce będzie stratą czasu bo i tak nie będzie jej znała, więc ograniczyłam się do stwierdzenia, że to „polish designer”. Ku mojemu zdziwieniu dziewczyna odpowiedziała, że zna ten projekt, „to przecież Chylak, prawda?” Zdębiałam. To wystarczający dowód na to, że torebka od Zosi Chylak zdobyła bardzo duże uznanie, a w dodatku to jakość, na którą możesz sobie pozwolić. I być dumnym z jej posiadania!

Kolczyki koła

Pamiętam swoją pierwszą parę z komunii. Piękne złote kolczyki nosiłam całą podstawówkę, a potem jakoś z nich wyrosłam. Wydawały mi się takie dziecinne 🙂 Od kilku lat nie wyobrażam sobie innych! Moje ulubione są bardzo delikatne srebrne i kupiłam je w Wishbone, ale zgromadziłam już sporą kolekcję różnych rozmiarów kreolek, które wprost uwielbiam zestawiać ze swetrem i jeansami.

Oto moja krótka lista totalnych basiców w szafie, co o nich myślicie? Czego Wam jeszcze brakuje, a bez czego sami nie wyobrażacie sobie swojego stylu? 🙂

Do usłyszenia!

A.


1, 3, 4 i 6 zdjęcie autorstwa Marty Chudek